Written by in PoradyGrudzień 18th, 2016

Nadchodzą święta. To szczególny czas i idealny pretekst, by wyłączyć sprzęty elektroniczne, ograniczyć używki, wyciszyć się, spojrzeć w głąb siebie i poświęcić więcej czasu rodzinie…

Niezły żart, prawda? Święta to rzeczywiście szczególny czas, lecz służący raczej do wypoczynku na dowolne, ulubione sposoby. A to i tak nie w pełni prawda. Najpierw jak szaleni ganiamy po mieście celem upolowania prezentów, które szanowna rodzina rzuci w kąt, potem płaczemy nad umierającym karpiem, parzymy i ranimy ręce podczas przygotowania dwunastu wigilijnych potraw, dla pewności trzy razy sprzątamy mieszkanie i dopiero wówczas… ufff!… jesteśmy wolni.

leandro-bermudes

fot. leandro bermudes // Flickr

Czas wolny, nareszcie czas wolny!

Co zaś robimy, gdy jesteśmy już wolni? Zalegamy przed telewizorem, uznając to za świetną integrację z rodziną. Szczęściem w nieszczęściu porzucamy „Trudne Sprawy” i „Ukrytą Prawdę” – których niby nikt nie śledzi, ale słupki oglądalności jakoś nie spadają – i oddajemy się komediom oraz komediom romantycznym w klimacie bożonarodzeniowym. Śmieją się dzieci, śmieją się dorośli, i wszystko jest fajnie. Tak wyglądają święta w przeciętnym polskim domu.

Tu pojawia się jednak pytanie: JAKIE filmy oglądać, gdy do dyspozycji mamy bogate zasoby internetu, a w nich repertuar lepszych i gorszych dzieł kinematografii? Spójrzmy w katalog tych świątecznych i oceńmy, czemu warto poświęcić poranek, przedpołudnie… a także południe, popołudnie, wieczór i noc, bo po co się ograniczać, gdy rano nie zwleka nas z łóżka krzyk budzika?

wonderlane

fot. wonderlane // Flickr

„Listy do M.” – część 1. i 2.

Nie, przekornie nie zacznę od pozycji spodziewanej i rokrocznie wyczekiwanej. Moim typem numer jeden jest polska produkcja z roku 2011, która doczekała się swojej kontynuacji w roku bieżącym (2016).

„Listy do M.” to ciepły i zabawny kolaż miłosnych historii obcych, nieznających się osób. Oczywiście ich los musi się w końcu w magiczno-świąteczny sposób spleść, ale jak i dlaczego, nie zdradzę. Wśród polskich filmów, które ujrzały światło dzienne w przeciągu ostatnich lat, ten jest naprawdę godny polecenia.

4860505844_97148b5d9d_b

„Opowieść Wigilijna”

W top liście nie mogło zabraknąć miejsca dla posępnego sknery Ebenezera Scrooge’a i jego niesamowitej historii. To klasyka bożonarodzeniowej opowieści, która doczekała się niejednej ekranizacji, w tym również animowanej z 2009 roku.

Ze swojej strony wspomnianej animacji nie mogę polecić, proponuję wam za to przyjrzeć się wersji z roku 1970, która wywoła nostalgiczne westchnięcie u niejednej osoby urodzonej w XX wieku. Efekty nie zwalą z nóg miłośników nowoczesności, ale przecież nie o to chodzi. Klimat filmu wynagradza ewentualne niedociągnięcia wizualne.

andrew-booth

fot. andrew booth // Flickr

 „Grinch: Świąt nie będzie”

To przede wszystkim zagraniczna, doskonale znana dzieciom kreskówka, w roku 2000 zaprezentowana światu również jako pełnometrażowy film fabularny, podbijając serca widzów w każdym wieku. Historia Grincha jest przewrotna, ale ciepła i zawiera morał.

Ciekawostką może być fakt, że kreskówka pojawiła się w drugiej części „Kevina…”, gdy tytułowy bohater przełączał kanały w hotelowym telewizorze. Wówczas złośliwy uśmiech Grincha zmienił się w nieszczery uśmiech  recepcjonisty.

2072143462_5d0db243a2_o

„Kevin sam w domu”

Jest i on. Biedny mały Kevin, który co roku zostaje sam w domu, a cała Polska ryczy ze śmiechu, przeżywa stresy i rozczula się wraz z nim. Gdy tylko telewizja próbowała odebrać go przyzwyczajonym do seansu widzom, zareagowali jak każdy na narkotycznym głodzie – rzucili się na oprawcę z kosami i motykami.

No dobra, może odbyło się to w bardziej cywilizowany sposób, ale jednak odbyło. To świadczy o roli, jaką film odgrywa w naszej kulturze. Jego oglądanie stało się tradycją porównywalną do przystrajania choinki przepięknymi dekoracjami, wypatrywania gwiazdki czy dzielenia się opłatkiem.

fot. antonio castagna // Flickr

fot. antonio castagna // Flickr

„Ekspres polarny”

W świątecznym zestawieniu nie może zabraknąć animacji. Moją ulubioną stanowi „Ekspres polarny”, który przede wszystkim skierowany jest do dzieci, ale pozwoli miło spędzić czas również dorosłym.

Bajka opowiada historię chłopca, który zwątpił w Świętego Mikołaja, ale nagle przydarza mu się coś niesamowitego, magicznego. Sen to? Jawa? Musi zdecydować sam. A my podążamy za nim, snując fantazję o własnej podróży do mikołajowego królestwa.

marilyn-c-cole

fot. marilyn c cole // Flickr

„Miasteczko Halloween”

Kolejna animacja, ale o innym charakterze. „Miasteczko Halloween” to musical raczej dla widzów starszych, którzy załapią czarny humor i ukryte smaczki.

Co ciekawe, wiele osób – z racji specyficznej estetyki filmu – przypisuję reżyserię Timowi Burtonowi. Nic bardziej mylnego. Reżyserem „Miasteczka Halloween” z 1993 roku (!) jest Henry Selick, choć rzeczywiście to z głowy Burtona zrodziły się pomysł i historia.

fot. geoff peters // Flickr

fot. geoff peters // Flickr

„To właśnie miłość”

Na koniec, aby stworzyła nam się klamra, prezentuję film z 2003 roku, który konwencją zbliżony jest do rozpoczynających niniejszą top listę „Listów do M.”. Również składa się z miłosno-świątecznych historii, w które możemy się emocjonalnie zaangażować.

Obraz „To właśnie miłość” naszpikowany jest znanymi aktorami, prze co warto obejrzeć go chociażby z tego powodu. Jeśli nie przywiąże nas do siebie i nie upomni się o ponowny seans po roku – trudno. Mnie zdecydowanie przywiązał.


Tags: , , , , , ,

It's Your Turn. Say Something!

Latest News From

Laptop do gier – na co zwrócić uwagę?

Czerwiec 8th, 2016
Written by

Co przyniesie era post-PC?

Maj 6th, 2016
Written by

Jaki czajnik elektryczny kupić?

Luty 3rd, 2016
Written by